(0 głosów, średnia ocena 0 na 5)
Kochacie się, jesteście ze sobą, wspólnie spędzacie czas, śmiejecie się. Czasem się ze sobą nie zgadzacie. Kłócicie się. Wrzeszczycie. Klniecie. Trzaskacie drzwiami. I wszystko jest w porządku. Do czasu. Do uderzenia. Bliska osoba w momencie sprawienia ci bólu, przestaje być ci bliska.

Kłótnie w związku, wbrew powszechnej opinii wcale nie muszą być wyznacznikiem nieszczęśliwego czy złego partnerstwa. Często dodają pikanterii, pozwalają rozładować emocje lepiej niż zalecana przez wszystkich rozmowa i mimo, że często partner sprawi nam czymś ból, zmieniamy się na korzyść bardziej, niż po spokojnej wymianie zdań.  Wszystko to oczywiście dotyczy zwykłych, codziennych kłótni - trochę przekleństw, podniesiony głos, wyrzucanie swoich krzywd, parę godzin boczenia się na siebie wzajemnie. Jest jednak pewna granica, której w kłótni ani w żadnym innym momencie wspólnego życia nie wolno przekroczyć.

granicą jest podniesienie ręki na swojego partnera. Sprawa wydaje się oczywista, ale mimo to, wiele osób stara się nie widzieć w tym problemu. Oczywiście nawet nie próbuję tutaj mówić o biciu czy innych patologicznych zachowaniach, ale nie da się ukryć że wszystkie takie sytuacje mają swój początek. Najczęściej jest to pojedyncze uderzenie, np. cios w twarz podczas kłótni. I mimo, że samo uderzenie jest już czymś okropnym, poszkodowane osoby zazwyczaj same siebie poniżają w dodatkowym stopniu, tłumacząc to zachowanie - tłumacząc przed sobą i przed światem swojego napastnika. Samemu sobie zadając cios. Bo przemoc, jakiejkolwiek formy by nie przybrała, nie ma usprawiedliwienia.

Dla takich zachowań nie powinno być żadnej taryfy ulgowej - napastnikowi trzeba dać do zrozumienia, że zrobił coś paskudnego i że nie będziemy się na to godzić. Nie można wytłumaczyć takiego zdarzenia słowami: „bo tak go zdenerwowałam”. Jeśli partner (oczywiście może też być na odwrót- panie również bywają sprawcami przemocy, jednak zdarza się to znacznie rzadziej)  nie potrafi utrzymać na wodzy swoich emocji i denerwuje się zwykłą ostrzejszą wymianą zdań na tyle, żeby sprawić partnerce ból nie tylko psychiczny ale i fizyczny...no cóż, nie powinien mieć partnerki.

Bycie ze sobą nie polega na uciszaniu drugiej strony lub wymuszaniu czegoś. Nie polega też na udowadnianiu, że ma się rację. Osoba, która jest skłonna uderzyć, powinna być w mniejszym lub większym stopniu izolowana ze społeczeństwa, siłą zmuszana do zastanowienia się nad samym sobą i postawienia sobie oczekiwań. I tak właśnie powinna zachować się pokrzywdzona strona. Czy to znaczy, że natychmiast należy zerwać kontakt ze swoją „drugą połówką”? Nie do końca, ale na pewno nie należy unikać tematu i udawać, że nic się nie stało. Takie zachowanie sprowokuje tylko ten sam tok myślenia u „napastnika”:  a skoro nic się nie stało...uderzę jeszcze raz...

Co więc można zrobić? Przede wszystkim od razu po uderzeniu (chociaż przez szok może to być trudne) postarać się jak najszybciej odpowiedzieć w gwałtowny sposób. Nie wolno jednak odpowiadać przemocą na przemoc, ale dać do zrozumienia, że nie jest się bezbronnym - wyjść trzaskając drzwiami, stłuc jakiś talerz (ach te stare dobre małżeństwa z filmów...) a przede wszystkim głośno i dobitnie poinformować napastnika: „Nigdy więcej mnie nie uderzysz!” Trzeba zrobić wszystko, żeby poczuł się jak skończony idiota, spytać czy koledzy w piaskownicy nauczyli go bić, nawyzywać od damskich bokserów. Doskonałą alternatywą jest też spojrzenie z obrzydzeniem i brak odzewu z naszej strony przez kilka kolejnych dni (oczywiście po obowiązkowej formułce, ze ma się to więcej nie powtórzyć). Być może faktycznie był to jednorazowy wybuch, jakiś chwilowy powrót do dziecięcych fanaberii i sytuacja nigdy więcej nie będzie miała miejsca - jeśli zorientujemy się, że tak faktycznie jest, odpuśćmy.

Nie przypominajmy więcej bez powodu tamtej chwili. Kłopot jednak w tym, że niektórzy ludzie mają zakodowaną przemoc fizyczną jako złoty środek na sytuację w której sobie nie radzą. Takie osoby powtórzą swój wybryk. I co wtedy? Nie pozostaje nic prócz definitywnego rozstania. I nie wolno wmawiać sobie, że się zmieni, poprawi - jeśli nie zrobił tego za pierwszym razem, nie zrobi tego już w ogóle.

Niestety zdarzają się też sytuacje, kiedy nie kończy się na jednym uderzeniu. W takich momentach, nawet jeśli zdarza się to po raz pierwszy, nie warto się zastanawiać - nie ma nad czym, z taką osobą nie można podtrzymywać dobrych stosunków. Mało tego, trzeba przezwyciężyć strach, upokorzenie i pójść na policję. To, że to „twój chłopak/dziewczyna”, nie upoważnia go/jej w świetle prawa do robienia ci krzywdy, a nawet przeciwnie- to on powinien cię chronić.

Pamiętaj, ta osoba w momencie sprawienia ci bólu, przestała być ci bliska. Znowu musisz traktować ją jak kogoś obcego. I wyciągnąć konsekwencje.


Ten artykuł przeczytali

Dodaj komentarz

bt-subskrybuj

Redakcja On i Ona

Katarzyna Stamatel
Email

Komentarze i pytania czytelników:
redakcja@oniona.info

Eksperci On i Ona

Bianca Beata Kotoro
Psycholog społeczny,terapeuta seksuologiczno-kliniczny

Arkadiusz Bilejczyk
Psycholog, seksuolog kliniczny

dr Ryszard Rutkowski
lekarz ginekolog, specjalista edukacji seksualnej

Katarzyna Kądziela
Certyfikowana Specjalistka i Konsultantka
w zakresie przeciwdziałania przemocy w rodzinie

Prof. dr hab. n. hum. Zbigniew Izdebski
Pedagog, seksuolog, doradca rodzinny

web design jacewicz