|
13 lutego 2012
Ten mit mogą potwierdzić olbrzymie przyrodzenia eksponowane w pismach pornograficznych oraz filmach. I wtedy patrząc, należy pamiętać, iż w rzeczywistości pornogwiazdy są selekcjonowane pod względem nienaturalnej wielkości penisów, które często są po operacji powiększenia oraz fotografowane czy nagrywane z dolnej perspektywy i z bliska, z ogolonym łonem, co powoduje, iż sprawiają wrażenie dużo, dużo większych.
A na ogół panowie, nie mają możliwości zobaczenia przeciętnych i typowych erekcji… i porównują się do gwiazdorów porno! A seksuolodzy trąbią na prawo i lewo, że przeciętny członek w stanie erekcji (wzwodu) ma średnio 11 do 16 cm długości. I podkreślają, iż tajemnica sukcesu udanego współżycia nie zależy od wielkości „pana prężnego”, ale od stosowanej techniki współżycia. Ale to i tak mężczyzn nie przekonuje, gdyż mówią: „ale ja nie czułem oporu, partnerka była luźna, to chyba dostateczne znak, że mam zbyt mały członek”.
A tu kłania się brak wiedzy o fizjologii kobiety. U dojrzałej kobiety szybciej dochodzi do zwilżenia i otwarcia pochwy niż u młodziutkiej, początkującej dziewczyny. Stąd powstaje przekonanie, że członek jest zbyt mały, bo bez problemu i na luzie dotarł do celu. Nic nie działo się na siłę i nie było oczekiwanego oporu materii.
A to tym czasem prawidłowe i fizjologiczne zjawisko! Pamiętajmy, iż pochwa dostosowuje się do rozmiarów penisa, może się bardziej lub mniej rozciągnąć, przez co nie zawsze mężczyzna odczuwa mocne, jakby ciasne przyleganie do jej ścian (nigdy nie damy rady powtórzyć uścisku i tarcia jakie daje ręka przy masturbacji!). Brak tej wiedzy będzie przyczyną zamartwiania się, ale tak się dzieje, kiedy młody mężczyzna wchodzi w świat erotyki bez wiedzy fizjologicznej (biologicznej). To właśnie brak trudności przy współżyciu dowodzi, że partnerzy są dla siebie atrakcyjni i nie przeżywają stresów oraz są do siebie dopasowani.


