(3 głosów, średnia ocena 3.33 na 5)
jak-kochac-to-tylko-idiotycznie Myślisz, że tylko ty robisz głupstwa z miłości do partnera? Pociesz się - na świecie aż roi się od szaleńców, którzy robią rzeczy wyjątkowo głupie, a czasami wręcz zabójcze! Dzisiaj kilka historii nieszczęsnych miłości, w których happy end byłby jak najbardziej nie na miejscu.

Choćby niejaki Vincent van Gogh. Nocą 29 grudnia 1888 roku pojawił się w jednym z domów publicznych miasta Arles i prostytutce o imieniu Gaby wręczył swoje obcięte brzytwą ucho, zapakowane w papier rysunkowy. Dziewczyna zemdlała, choć nie powinna - w tym fachu przecież widzi się wiele.

Poniżej kilka historii, które choć zdarzyły się naprawdę są tak przerażające, że  aż śmieszne.

Najlepszy przyjaciel


„Kocham żonę, ale nasze pożycie stało się tak monotonne, że chciałem je trochę urozmaicić" - żalił się Christopher Coulter z Bremerton (USA). W ramach walki z rutyną wymyślił więc niewinną gierkę erotyczną. Poprosił żonę, aby nasmarowała mu penisa masłem czekoladowym, które miał zlizać Rudy, seter irlandzki. Niestety, albo pupil był głodny, albo stracił panowanie nad sobą - dość, że kłapnął zębami i pozbawił swego pana przyrodzenia. Igraszki z psem skończyły się dla Christophera 8-godzinną operacją przyszycia penisa, dla pani Coulter gipsowaniem nadgarstka i łokcia, złamanych podczas transportowania nieprzytomnego męża do samochodu.

Fajerwerki


„Oto ogień mojej miłości, Kiciu" - rzekł do żony 47-letni Paul Stiller z Andover (USA), trzymając w ręku podpaloną laskę dynamitu. Państwo Stiller wybrali się pewnej nocy na szaloną przejażdżkę samochodem, aby „przypomnieć sobie lata młodości". Około drugiej nad ranem Paul postanowił uczcić udaną randkę fajerwerkiem: podpalił dynamit i chciał wyrzucić go przez okno. Niestety - okno było zamknięte. Romantyczny wypad skończył się dla państwa Stiller na oddziale intensywnej terapii.

Waga czynów


„Nie mogę już na ciebie patrzeć. Schudniesz albo odchodzę" - takie ultimatum postawiła Paulowi Kimelmanowi z Pittsburgha (USA) jego narzeczona. Ważący 216 kilogramów Paul groźbę potraktował poważnie. Drastyczna dieta sprawiła, że wkrótce ważył... 59 kilogramów. W okresie od stycznia do sierpnia 1967 roku z miłości do kobiety zbił 157 kilogramów! Ale nigdy nie był już tym samym pulchnym, misiowatym Paulem... i to on niestety opuścił żonę.

Nagły atak


„Ich nieśmiałość była doprawdy zabójcza" - tak japońska prasa komentowała przypadek małżonków Hidaka z miasta Chiba. 34-latkowie Sachi i Tomio nie odważyli się skonsumować swego związku przez czternaście lat po ślubie. Dopiero długotrwała terapia pomogła im przełamać opory. Państwo Hidaka zrobili to pewnej czerwcowej nocy 1992 roku. Szok okazał się zbyt silny: oboje zmarli w wyniku ataku serca. Nie wiadomo, czy przyczyną był nadmiar szczęścia, czy smutek rozczarowania.

Ostatni lot


Ciekawy test wzajemnego zaufania wymyślili państwo Czermakowie z Pragi. Ona miała stanąć w oknie ich mieszkania na trzecim piętrze, zamknąć oczy i skoczyć. On miał ją złapać na dole. Plan udał się tylko w połowie. Pani Czermak co prawda wpadła prosto w ramiona małżonka, ten jednak nie podołał słodkiemu ciężarowi żony pomnożonemu przez siłę przyciągania ziemskiego. Ona wylądowała w szpitalu ze skomplikowanymi złamaniami, on zmarł przed przyjazdem karetki.

Daj mu palec


Tragiczny finał miała ceremonia ślubna w miejscowości Qazvin (Iran). 28-letni pan młody zakrztusił się śmiertelnie... palcem oblubienicy. Wedle tradycji młodzi oblizywali sobie wzajemnie palce pokryte miodem, aby „ich wspólne życie biegło słodko". Niestety, młodemu Irańczykowi kciuk ukochanej stanął „kością w gardle" już na starcie pożycia. Panna młoda trafiła do szpitala z objawami silnego szoku.

Głuchy związek


Rekord świata w głośności chrapania padł 3 listopada 1987 roku. Na wydziale medycyny Uniwersytetu w Vancouver (Kanada) zmierzono, że Thompson Hebbard nocą pochrapuje z głośnością 90 decybeli! Prawo drogowe w Vancouver dopuszcza do ruchu pojazdy hałasujące maksymalnie 80 decybeli. Jednak żonie Hebbarda, w przeciwieństwie do sąsiadów, jego chrapanie nigdy nie przeszkadzało. „Taki szczególik nie zniszczy prawdziwej miłości" - mówiła reporterom.

Stracona lektura


Najdłuższy znany list prywatny zawierał l 402 344 słowa! Alan Foreman z New Barn (Anglia) zaczął go pisać do żony 3 stycznia 1982 roku, a wysłał 25 stycznia 1984. Zapytany o treść listu, Alan odpowiedział: „A takie tam... Chciałem po prostu powiedzieć, że ją kocham". Krew Alanowi wzburzyło dopiero wyznanie niewdzięcznej połowicy, że listu owego nawet nie przeczytała.

Table of contents
« poprzednia następna »
(Strona 1 z 2)

Dodaj komentarz

bt-subskrybuj

Redakcja On i Ona

Katarzyna Stamatel
Email

Komentarze i pytania czytelników:
redakcja@oniona.info

Eksperci On i Ona

Bianca Beata Kotoro
Psycholog społeczny,terapeuta seksuologiczno-kliniczny

Arkadiusz Bilejczyk
Psycholog, seksuolog kliniczny

dr Ryszard Rutkowski
lekarz ginekolog, specjalista edukacji seksualnej

Katarzyna Kądziela
Certyfikowana Specjalistka i Konsultantka
w zakresie przeciwdziałania przemocy w rodzinie

Prof. dr hab. n. hum. Zbigniew Izdebski
Pedagog, seksuolog, doradca rodzinny

web design jacewicz