Uprawianie seksu z 5 czy nawet 40 klientami tygodniowo to nie lada wyzwanie i wysiłek, a także wielkie ryzyko zdrowotne, więc posiadanie przy tym wszystkim ukochanego, wydaje się być czymś nie tylko niemoralnym, ale totalnie pozbawionym sensu. A jednak najnowsze badania, przeprowadzone przez naukowców z Katedry Zdrowia Kobiety na śląskiej Akademii Medycznej, pokazały, że prawie 50 procent prostytutek jest w stałych związkach. Zdecydowana większość z nich jest przekonana, że będzie z obecnym partnerem do końca życia.
Tylko czy ich ukochany jest świadom czym zajmuje się jego piękniejsza połówka? Budować przyszłość można tylko z kimś, kto nie wie. I nawet jeśli w sprzyjającej chwili można zaryzykować i wyznać prawdę o przeszłości – to nie można żyć z kimś, kto był tej przeszłości świadkiem. Co innego wyznanie porządnej kobiety, a co innego wspomnienie własnej żony w kurewskim stroju, niestety – pisze czynna zawodowo prostytutka na swoim blogu. Badania to potwierdzają. Znaczna większość ankietowanych prostytutek nie jest gotowa do wyznania prawdy partnerowi. Po co więc to wszystko? Życie w ciągłym kłamstwie i podwójne ryzyko o zdrowie i o zachowanie tajemnicy. Andżela, dwudziestotrzyletnia prostytutka, trudniąca się w jednej z trójmiejskich agencji towarzyskich tłumaczy: - Bardzo kocham mojego chłopaka. Wiem, że powinnam mu powiedzieć czym się zajmuję, zwłaszcza teraz, kiedy mi się oświadczył i planujemy ślub. Jednak boję się go stracić, a tak się stanie gdy dowie się prawdy. Dlatego siedzę cicho i uprawiam seks za pieniądze. Dlaczego? Na początku miał to być raz czy drugi dla kasy oczywiście. Ale potem się wciągnęłam, poczułam się niezależna finansowo, stać mnie, by dbać o siebie i opłacić drobne prace remontowe w domu chorej matki. Obiecałam sobie, że jak postanowimy z narzeczonym mieć dzieci, zerwę z pracą. Choć wiem, że będzie mi tego brakowało.
Czy w takich warunkach miłość w ogóle jest możliwa? Czy tak jak w filmie prostytutka może zakochać się w kliencie? Pewnie że może przecież to normalna osoba taka jak my, a że zarabia inaczej to już jej wybór, ale też zasługuje na miłość. - opowiada ładna, młoda dziewczyna - Jestem prostytutką. Jestem mężatką! Mój mąż był moim klientem! I choć nie mam magistra - to zaspokajam Panów również intelektualnie...bo nie każdy przychodzi po seks! I... Sedno sprawy... W mężu nie byłam zakochana - był dla mnie dobry i dbał o mnie. Zwykły rencista. I choć od 1994 roku (z przerwami) prostytuuję się i setki Panów szalało z miłości do mnie.... to ja profesjonalnie nie odwzajemniałam tych uczuć. Aż do minionej niedzieli! Klient kompletnie nie w moim typie - ba! - w normalnej sytuacji nawet bym go nie zauważyła. I? I co?! Zakochałam się w Nim! Nic z tego nie będzie z miliona przyczyn... ale, naprawdę wreszcie się zakochałam!
Można pozazdrościć entuzjazmowi i pozytywnej energii, z jaką dziewczyna opowiada o swej miłości. Jednak czy naprawdę można się zadowolić samym faktem, że się kogoś kocha, pozostając w związku z niekochanym, ale dobrym rencistą i uprawiając seks z wieloma innymi mężczyznami, którzy ze względu na profesjonalizm muszą pozostać obojętni?
Jest jednak druga strona medalu. Jak twierdzi inna prostytutka na jednym z blogów, zakochanie w klientach zdarza się coraz częściej. A obiektem ich westchnień nie stają się tylko i wyłącznie panowie z grubymi portfelami, śmigający wypasionymi furami. Mogą to być także burdelowi kierowcy. Jednak, jak twierdzi - Każda śni o Pretty Woman i chociaż wybranek nie przypomina Richarda Gere to dzięki Bogu i za to. Niektóre wierzą, bo są młode, niektóre za to widzą, że to ostatnia dla nich szansa. Niektóre wracają do burdelu po kilku dniach, niektóre po tygodniach, szczęście jeśli tylko z podbitym okiem. Wewnętrznie obite, upokorzone, zarzekają się – nigdy więcej – i w żenująco krótkim czasie sytuacja się powtarza. Inna sprawa to brak wiary w dobre zakończenie. Basia, posługująca się pseudonimem Samanta, nie sądziła, że miłość jest w ogóle w jej przypadku możliwa: - Nawet nie wiem jak to się stało – tłumaczy – był jednym z klientów. Zakochałam się chyba dlatego, że traktował mnie inaczej, rozmawiał, przytulał, był czuły. Pozostali kliencie tylko robili swoje, a raczej ja z nimi robiłam to, czego się ode mnie oczekiwało i już. Doskonale zdawałam sobie sprawę, że nie mogę się zakochać, nie w kliencie, nie wierzę w ten bajki o Pretty Woman. Żaden normalny facet nie będzie chciał być z kimś kto kiedyś pracował w burdelu. Powinnam zachowywać się jak profesjonalistka, zero uczuć, sam seks. Na szczęście po miesiącu cotygodniowych spotkań, ukochany zniknął i więcej się nie pojawił. Minął rok, jeszcze się nie wyleczyłam, ale nauczkę na przyszłość mam. Czy chcę kiedyś mieć faceta? Mam ich na pęczki, codziennie. A prawdziwa miłość, związek? Pomarzyć zawsze można.



Komentarze
szkoda..a tak a propo zaufania,nie prostytutki tez zdradzaja facetow,tez nie bywaja wierne,tez mozesz nie wiedziec o przeszlosci jakiejs niby to porzadnej kobiety..
Mysle ze to blad,ze z gory zakladasz ze nie bedziesz jej mogl zaufac,moze bylabym najwierniejsza z kobiet,zon ale nikt mi nie uwierzy bo mam na sobie to pietno.
Ty tez nie jestes aniolkiem,to dziala w 2 strony ,bo ona tez moze ci nie ufac,myslec ze chodzisz na inne,skoro u niej byles,to ty jestes jakis lepszy?Chyba nie ,jesli tak na to patrzec..
Kazdy ma przeszlosc...zakochac mozna sie w roznych osobach i czasami w najdziwniejszyc h okolicznosciach .
jA BYLABYM WIERNA FACETOWI,PROSTY TUTKI NIE ZDRADZAJA ,bo one maja juz dosc fizycznosci z mezczyznami,sam e oddaja swoje cialo,a chetnie oddalyby serce tylko jednemu
Prawdopodobnie skończy się to rozpaczą i wielkim rozczarowaniem. W końcu nadejdzie dzień, kiedy wypomni Tobie kim byłaś, zresztą jak napisał "karlos" on nie będzie Tobie ufał nigdy! Byłem w związku z prostytutką i doprowadziło to do cierpienia jej i mojego. Zresztą po rozstaniu 6 lat temu postanowiłem juz nigdy z nikim sie nie wiązać. A jeśli spotka to jego poniesziesz odpowiedzialnoś ć za takie cierpienie? Jeśli go kochasz pozwól mu odejść. Znajdz sobie faceta który nie będzie znał twojej przeszłości i nigdy mu o tym nie mów.
Jesli sie zakochala,to tym bardziej jest jej glupio,bo ona wie,ze ma na sobie takie pietno..
sadze,ze zamiast wydzwaniac ,smsowac,powini enes z nia pogadac w 4 oczy..
chociaz ja z wlasnego podworka ci powiem,ze jak ja sie w kliencie zakochalam,a teraz tez tak jest,to odebralabm tel od niego i odpisala mu cos..z bardzo by mi na nim zalezalo,by go ignorowac..
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.