Trudne początki
Pierwszy sklep otworzyliśmy 19 maja 1990 roku, w sobotę, nawet nie było specjalnie dużo ludzi – wspomina właściciel pierwszego w Polsce sex–shopu Paweł Siarkiewicz – to było na ówczesnej ulicy Komarowej, dzisiaj Wołoskiej. Sklep działa do dziś. Mieliśmy duży problem z witryną – nie wiedzieliśmy co na niej powinno być… czy tylko napis, czy coś jeszcze. Finalnie zdecydowaliśmy się na szybę pomalowaną na czarno z wyciętą dziurką od klucza. Każdy chciał zajrzeć tam do środka i każdy zaglądał. W pewnej odległości od witryny było lustro, więc zaglądający widział swoją zdziwioną minę. Na otwarciu sklepu nie było specjalnie dużo klientów, byli nasi przyjaciele, rodzina, znajomi. Ale w poniedziałek, jak podjechałem pod sklep to myślałem, że mieliśmy jakieś włamanie, bo przed sklepem stało jakieś 50-60 osób. Sklep był czynny od 11, było koło 10. Kiedy próbowałem się przebić przez tłum, ktoś mnie przesunął na koniec mówiąc, że kolejka to tam z tyłu! W końcu wytłumaczyłem, że to mój sklep i taki duży pan, do dziś go pamiętam, powiedział tonem nieznoszącym sprzeciwu „otwieraj pan!”, ja, że dopiero od 11 a on znowu „otwieraj pan i to już!”. To otworzyłem. Przez kilka pierwszych miesięcy działania sklepu było wiele takich dni, kiedy kolejka wystawała na zewnątrz.
Lata dziewięćdziesiąte to początek świata zabawek erotycznych w wielu krajach od bardzo otwartych takich jak Holandia po szczelnie zamknięte w komunizmie jak Rosja.
Uczestniczyłem w otwieraniu pierwszych 2-3 sex-shopów w Moskwie. – wspomina Paweł Siarkiewicz - Tam, żeby wejść do sklepu kolejki były na 200 -300 m. Oni tam pobierali opłatę za wstęp tak jak do teatru czy muzeum. My takich manewrów nie stosowaliśmy. Ale czas był fajny, w wielu przypadkach nie wiedzieliśmy co sprzedajemy. W domu moich rodziców porozkładaliśmy rzeczy, które przyjechały na sprzedaż. Moja mama popatrzyła na to i powiedziała „oj, synku, tą bieliznę to ty może jeszcze sprzedasz, ale tą resztę, to będziesz musiał wyrzucić, mnóstwo pieniążków na tym stracisz”. Część rzeczy to oczywiście wiedzieliśmy do czego służy, ale część to po prostu nie mieliśmy pojęcia. Pomógł nam lekarz, do którego się zwróciliśmy. Tłumaczył nam, wyjaśniał.
Europejscy gadżeciarze
Dzisiaj na zachodzie gadżety erotyczne są tak popularne, że sprzedają je już nawet akwizytorzy. Sprawdza się to szczególnie wśród pań. Spotykają się z przyjaciółkami, by przy kawie wybrać wibrator lub kajdanki z pluszową nakładką - podaje Polska The Times. O dziwo w Europie wcale nie przoduje Francja ze swoim osławionym Place Piggalle, gdzie na początku XIX wieku dwa tysiące dziewcząt pracowało w 177 burdelach a do dziś można zajrzeć do miejsca nazywanego live-show, aby zobaczyć jak pary kochają się na żywo. Aż trudno uwierzyć, że katolicka Polska może z tym obrazem konkurować. Czy edukacja seksualna, o którą tak walczymy, jest wystarczająca do tego, by przeciętny Polak poza chlebem, mlekiem i gazetą kupił też bawole oko, różowe dildo czy strój ze skóry?
Kraje różnią się ze sobą minimalnie. Nie ma strasznych różnic. Wydaje mi się, że ludzie są podobni, mają w prawdzie różną mentalność, w jednych krajach pewne rzeczy się dobrze sprzedają, inne nie, ale w każdym kraju jest zainteresowanie. Francja, mimo iż z pozoru taka otwarta, aż tak bardzo nie różni się od Polski. Francuzi mentalnie są inni, są dużo bardziej tolerancyjni, bardziej otwarci na nowinki. – wyjaśnia ekspert, współwłaściciel IFC największego w Polsce dystrybutora gadżetów i akcesoriów erotycznych - Polacy nadal w wielu kwestiach są konserwatywni. W krajach europy wschodniej na przykład zdecydowanie słabiej sprzedają się towary takie jak skóry, pejcze, fetysze itp. Ale tak naprawdę, to ile zabawek erotycznych się sprzedaje danym kraju jest kwestią zamożności portfela. Chodzi po prostu o to, ile szary człowiek jest w stanie poświęcić ze swojej pensji na przyjemności – w tym również przyjemności erotyczne. I to jest główna różnica między narodami. Kiedy otwieraliśmy sklep przeciętna pensja Polaka była 12-15 razy mniejsza niż przeciętnego Niemca. Teraz też są dysproporcje, ale jest to kwestia 2-3 razy, a nie tak jak było kiedyś.



Komentarze
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.