![]() |
Najczęściej bardzo trudno młodym ludziom rozmawiać z rodzicami o prywatnych problemach. Szczególnie trudno mówić własnemu tacie lub mamie o uczuciach i sprawach intymnych. |
" Rodziców trzeba więc do rozmów intymnych stopniowo przyzwyczajać i oswajać."
Oczywiście może się zdarzyć, że rodzic zareagują w przykry dla nas sposób: próbą ośmieszenia, upokorzenia, lekceważenia problemu. To niekoniecznie brak złej woli, ale może brak przygotowania do intymnej rozmowy ( z naszymi rodzicami zwykle nikt „o tych sprawach” nie rozmawiał), żal że dorastamy, strach przed konsekwencjami rozpoczęcia przez dziecko współżycia (choroby, zawalenie szkoły, ciąża). Rodziców trzeba więc do rozmów intymnych stopniowo przyzwyczajać i oswajać. Jeśli nie będzie od razu tak jak w amerykańskich filmach – dajcie im jeszcze szanse. Dla rodziców to też trudne.
Jako przykład opisujemy poniżej autentyczne zwierzenia zaprzyjaźnionej z naszym portalem mamy nastolatki.
Chcę rozpocząć współżycie
Paulina przyszła do mnie któregoś dnia wieczorem i oznajmiła, że chce rozpocząć współżycie ze swoim chłopakiem. Muszę przyznać, że kompletnie mnie zatkało. Miała wtedy 14 lat!
Z jednej strony byłam dumna i cieszyłam się, że ma do mnie tak duże zaufanie i że zwróciła się do mnie zanim to się stało. Z drugiej strony byłam oszołomiona, tym że tak wcześnie zaczyna. Mój pierwszy raz był tuż przed 18-stymi urodzinami, a byłam jedną z pierwszych dziewczyn w mojej klasie... Zapytałam córkę o przyczyny tego pośpiechu. Oznajmiła, że ma ogromny temperament i że czuje, że już dłużej nie wytrzyma. Według niej część koleżanek od kilku miesięcy, a nawet od ponad roku uprawia już seks. Byłam zszokowana i trochę zawstydzona jej wyznaniami.
Poprosiłam o przełożenie rozmowy na następny dzień. Całą noc nie spałam i myślałam co zrobić. Wiedziałam, że nie jestem w stanie jej zabronić rozpoczęcia współżycia, ale wszystko się we mnie buntowało przeciw jej decyzji. Następnego dnia, postarałam się spokojnie wytłumaczyć iż podejmując decyzję skraca swoje dzieciństwo, że będzie narażona na różne choroby i infekcje, a także na niechcianą ciążę. Udało mi się przekonać Paulę, by przesunęła termin „pierwszego razu” na czas po swoich 15-stych urodzinach. Ustaliłyśmy kiedy pójdzie do ginekologa i do którego, kiedy zrobi niezbędne badania, wybierze odpowiedni środek antykoncepcji. Przekonałam ją też by miejsce, w którym zaczną się kochać ze swoim chłopakiem nie był hotelem, a by było to ....nasze mieszkanie. Mówiłam jej, że musi się czuć swobodnie, mieć dostęp do łazienki i do pralki, jeśli będzie krwawiła i pobrudzi pościel. Szampan i dobre jedzenie mogą sobie kupić i tak... a zaoszczędzone pieniądze lepiej przeznaczyć na antykoncepcję. Najważniejsze jest poczucie bezpieczeństwa, nastrój i atmosfera, którą przecież można sobie stworzyć. Wszystko to mówiłam Pauli jako propozycje, rady doświadczonej kobiety. Nad wszystkim się zastanawiała i naradzała ze swoim chłopakiem.
W końcu przyznała mi racje. Wysłałam ich razem do mojego ginekologa, zasugerowałam, że kosztami na lekarza, prezerwatywy i pigułki powinni się dzielić po połowie. Na pierwszy raz zdecydowali się za kilka miesięcy, kiedy wszystko będzie przygotowane i zapięte na ostatni guzik. Na tydzień wcześniej dostałam prośbę by zniknąć na noc z domu.
Tak też zrobiłam. Potem zaprosiłam Paulinę, moją małą kobietę, do restauracji na wspólny obiad. Przez dłuższy czas martwiłam się, czy głupio nie zajdzie w ciążę, czy pilnuje pigułek....ale odpukać wszystko jest dobrze. Jestem dumna, gdy moja córka mówi, że jestem jedyną mamą, która uświadomiła swoją córkę i we wszystkim jej pomaga. Przysyła do mnie czasem swoje koleżanki, lub zadaje różne pytania w ich imieniu...To miłe, ale wciąż mam jakiś psychiczny problem z tym, że moja córka tak wcześnie zaczęła współżycie. Martwię się, też czy pigułki nie zrujnują jej wątroby...i trochę tęsknię za czasami gdy była moją małą córeczką...
Joanna Reyman
Ten artykuł czytali



Komentarze
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.